revolutionary road
Just another WordPress.com weblog

Noc Kultury 6/7 06 2009

Jest cudownie!

Biega się, a w zasadzie przeciska się przez tłum ludzi, w poszukiwaniu kolejnych wartych zobaczenia rzeczy. Trochę bez planu, bez konkretnie znalezionego wcześniej celu, ale z entuzjazmem, czerpiąc z tej nocy masowego odchamiania radość wielką. Pogoda, która nie dopisała, nie zdołała zatrzymać ludzi w blokach. Całe miasto przemierzają osoby w różnym wieku- dzieci, młodzież, ludzie starsi. Większość zatrzymuje się, chociaż na chwilę w miejscach, gdzie coś się dzieje. A dzieje się dużo- muzea, galerie, koncerty, wystawy fotografii, wioska afrykańska, czytanie poezji, pokazy filmowe i teatralne. Można wejść do podziemi albo wzbić się na wyżyny wieży trynitarskiej, by podziwiać panoramę Lublina.

Ja zaczynam od Zamku Królewskiego. Wchodzę chociaż na chwilę, oglądam kawałek widowiska muzycznego sepołów Belriguardo „Człowiek renesansu”.

Później spacer przez Stare Miasto. W Bramie Grodzkiej przystaję na chwilę, bo wyświetlają coś z projektora. Dookoła pełno ludzi, którzy wychodzą zewsząd- galerie SM pozostają otwarte i przyciągają osoby, które chcą zajrzeć, coś zobaczyć, coś obejrzeć.

Mijając kolejne sceny chociaż na chwilę przystaję, żeby po kilku minutach iść dalej. Obok kościoła św. Ducha wioska afrykańska, jedno z najbarwniejszych miejsc w Noc Kultury.

Konsekwentnie kieruję się na Plac Litewski, gdzie już gra zespół Londyn. Zanim jednak dotarłam na miejsce spotykam się z nocnikiem kultury, dość kontrowersyjnym pomysłem. Otóż w kilkudziesięciu połączonych ze sobą nocnikach znalazły się fotografie i inne przedmioty, którym towarzyszył zapach. Ta instalacja miała charakter objazdowy i pojawiła się w kilkudziesięciu punktach miasta.

Londyn gra nieźle, podoba mi się. „Motorek” w ich wykonaniu brzmi świetnie, nie schrzanili piosenki, której nie schrzanił też Grechuta, ani tym bardziej Turnau. Ciekawostką jest to, że słowa piosenki są tekstem Józefa Czechowicza, poety związanego z Lublinem.

londyn

Następnie udajemy się z Olą do Łopacińskiego, gdzie ma być odczyt poezji. Okazuje się, że mamy jeszcze trochę czasu, więc wracamy na Litewski. Tam już rozkłada się Qube. Za chwilę zaczynają śpiewać… yyy… wyć eaeeeeeeee, mogę być dla nich konkurencją, ale przynajmniej budzą szczery uśmiech (politowania). Rezygnujemy z nich, żeby udać się na przedstawienie Teatru PANOPTICUM.

Po drodze zatrzymujemy się na Placu po Farze, aby w deszczu posłuchać kilku piosenek Federacji Bardów Lubelskich. Do mnie ich rozumienie rozrywki totalnie nie trafia.

W MDK „Pod Akacją” ludzi tłum, wątpię, czy się dostajemy. Udaje się, ale miejsc już nie ma, siadamy na podłodze w strategicznym miejscu, bo stanowimy pierwszy rząd dzięki temu ; ). Trafiamy na spektakl Adriana Kracia Anatomia sukcesu, który powstał na podstawie książki Joela Bakana „Korporacja” pokazującej dążenie do sukcesu za wszelką cenę, która każe porzucić wszelkie wartości, bo jedyną wartością staje się zysk. Jakże współczesne, bardzo dobre przedstawienie. Wykorzystane elementy świetnie oddają charakter drogi kariery.

Zostajemy na następne przedstawienie. Tym razem jest to miniatura sceniczna Czerń to odcień szarości. Aktorki wcielają się w role dwóch licealistek, które zmierzają się z problemem granicy życia i śmierci bazując na podstawie własnych przeżyć. Wg mnie świetny występ, zostawiający coś po sobie, ale na pewno nie dający odpowiedzi na zadane pytania.

P1010208

Decydujemy się z Olą na jeszcze jeden spektakl- Ojcze nasz, który napisał i wyreżyserował Mieczysław Wojas. Przedstawienie nawiązujące do pozycji ojca w rodzinie, poruszające problem emigracji. Przedstawia głównie płaszczyznę relacji ojciec-syn. Spektakl interesujący, przykuwający uwagę widza. I na pewno nie łatwy.

Następnie znów trafiamy na Plac po Farze, gdzie w deszczu i dźwiękach reggae Orkiestry św. Mikołaja bujamy się przez chwilę (Król szpagatu- jedna noga niebu, druga światu ; ) ). Resztę nocy spędzam w Publice, aby już kiedy zaczyna świtać zjeść kebaba pita (Kebab w picie jest jak łowienie na trzeźwo- bez sensu) i wrócić do domu. Miasto po masowym odchamianiu już śpi, a może już niektórzy powoli budzili się do życia.

Jedno jest pewne. Lublin żyje! Mam nadzieję, że nie tylko raz do roku, ale że właśnie takie imprezy spowodują większe zainteresowanie tym, co w mieście się dzieje, co miasto ma do zaoferowania, że  ludzie zachęceni licznymi atrakcjami docenią potencjał tego miejsca, bo jak się przekonała większość- niemożliwe jest, by zobaczyć wszystko w tak krótkim czasie.

No Responses do “Noc Kultury 6/7 06 2009”

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.